Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Samsung Galaxy S6 edge – na krawędzi ideału

samsung-galaxy-s6-edge-2461d1422,630,0,0,0

Galaxy S6 edge to produkt wolny od praktycznie wszystkich wad, za które krytykowani byli jego poprzednicy. Efekt? Powstał smartfon niemalże idealny. Niemalże, bo usunięcie jednych minusów pociągnęło za sobą kolejne.

Zawartość zestawu i specyfikacja; design; wyświetlacz; wydajność

Na początek ważna uwaga: poniżej znajdziecie test modelu Galaxy S6 edge z zakrzywionym ekranem, ale – nie licząc ergonomii i garści zarezerwowanych dla niego funkcji – większość cech to wspólne mianowniki dla obu wariantów.

Zawartość zestawu i specyfikacja techniczna.

W delikatnie połyskującym pudełku, którego wzór – w przeciwieństwie do poprzedników – nie imituje już drewna, znajdziemy:

  • Galaxy S6 edge;
  • słuchawki łudząco przypominające dokładane do iPhone’ów EarPody;
  • ładowarkę sieciową z trybem Adaptive Fast Charging (szybkie ładowanie);
  • kabel USB;
  • makulaturę.

Wyposażenie jest standardowe dla produktów Samsunga, więc możemy je uznać za kompletne. Z chęcią zobaczyłbym jednak w pudełku jeszcze ściereczkę, bo ta może się okazać nieodłącznym atrybutem każdego użytkownika Galaxy S6 (edge). O tym jednak w dalszej części tekstu.

  • Android 5.0 Lollipop;
  • 5,1-calowy ekran Super AMOLED o rozdzielczości 2560 x 1440 (577 ppi) i jasności 600cd/mm przykryty szkłem Gorilla Glass 4;
  • Exynos 7420 (4 x Cortex-A57 2,1 GHz + 4 x Cortex-A53 1,5 GHz);
  • 3 GB pamięci RAM LPDDR4;
  • 32/64/128 GB szybkiej pamięci wewnętrznej UFS 2.0;
  • aparat główny 16 Mpix z przysłoną o jasności F1.9 i optyczną stabilizacją obrazu;
  • aparat przedni 5 Mpix z przysłoną o jasności F1.9;
  • LTE Cat.6 (300/50 Mbps);
  • dwuzakresowe Wi-Fi: 802.11 a/b/g/n/ac;
  • Bluetooth 4.0;
  • NFC;
  • IrDA;
  • czytnik linii papilarnych;
  • pulsometr;
  • bateria 2600 mAh
  • bezprzewodowe ładowanie;
  • wymiary: 142,1 x 70,1 x 7,0 mm;
  • waga: 132 g.

Galaxy S6 edge to telefon z najwyższej półki cenowej i wszystkie podzespoły również zostały ściągnięte z najwyższej półki. Co jednak istotne, Samsung nie skupił się wyłącznie na tym, by gigaherce i inne cyferki robiły wrażenie na papierze, bo dopieszczono również to, czego na ulotkach promocyjnych nie widać. 64-bitowy procesor może się poszczycić nie tylko imponującą liczbą rdzeni i wysokim taktowaniem, ale i 14 nm procesem litograficznym, co pozytywnie wpływa na energooszczędność i wydzielanie ciepła. Aparat to nie tylko dużo megapikseli, ale i jasna przysłona. Z kolei szybkie kości pamięci wewnętrznej przekładają się na błyskawiczne uruchamianie aplikacji i przełączanie między nimi.

Zgrzytem w tym wszystkim jest jedynie pojemność baterii. Więcej na jej temat napiszę w dalszej części tekstu, ale już teraz zdradzę, że, cóż, bywało lepiej.

Wygląd, wykonanie i ergonomia

Dotychczas flagowe smartfony Koreańczyków z linii Galaxy S pod względem jakości materiałów użytych do ich produkcji mogły rywalizować co najwyżej z tanim chlebakiem i to pod warunkiem, że mówimy o skrzypiącym chlebaku, bo w innym wypadku szanse nie byłyby wyrównane. Firma zaczęła się jednak leczyć z designosceptycyzmu w ubiegłym roku, kiedy to na rynek trafiły modele Galaxy Alpha oraz Note 4 z metalowymi ramkami, ale wciąż plastikowymi plecami. Kuracja przebiegła pomyślnie, bo obie S-szóstki wykonane są bezkompromisowo.

Mamy tutaj do czynienia z solidną kanapką zbudowaną z dwóch tafli wytrzymałego szkła Gorilla Glass 4, których boczne krawędzie scalone są ze sobą aluminiową ramką. Ramką, której wygląd nasuwa skojarzenia z iPhone’em 6 (zwłaszcza w wersji flat), ale ładną i przyjemnie chłodną w dotyku.

Biorąc ten telefon do ręki czuć, że jest to produkt premium, choć oczywiście nie obyło się bez kompromisów. Przede wszystkim nie mamy już swobodnego dostępu do baterii, więc o noszeniu przy sobie zapasowego akumulatora możemy zapomnieć, a wymiana zużytego wiązać się będzie z wizytą w serwisie. Szkoda, bo wymienne ogniwo było olbrzymim atutem wcześniejszych samsungów. Cóż, jak widać nie można mieć wszystkiego. Nowy flagowiec w przeciwieństwie do poprzednika nie jest ponadto odporny na działanie kurzu i wody.

Wizualnie Galaxy S6 edge bardzo mi się podoba. Wysoka jakość użytych materiałów to jedno, ale pierwsze skrzypce gra tutaj nawinięty na obie krawędzie ekran. W smartfonach z wyższej półki producenci chętnie przykrywają ostatnio ekrany tzw. szkłem 2,5D, które jest zaoblone przy krawędziach, co nadaje całej konstrukcji elegancji. Samsung poszedł o krok dalej, bo pod zaoblonym szkłem ukrył równie zaoblony wyświetlacz. Wygląda to genialnie.

Co istotne, dzięki wygiętemu ekranowi Galaxy S6 edge wyróżnia się z tłumu, ale jego inność nie sprowadza się do krzyczenia „wyglądam jak rekwizyt skradziony z planu filmu sci-fi” (patrz: Galaxy Note Edge). Wyświetlacz został wygięty delikatnie i ze smakiem, a jednocześnie nie sposób go nie dostrzec.

Podczas prezentacji Samsung chwalił się ponadto zatopioną w szkle „optyczną warstwą”, która sprawia, że obudowy S-szóstek są dwutonowe. Niestety ja akurat dostałem do testów wersję białą, w której efekt ten jest najmniej widoczny. Widać jedynie, że ciekawie odbija światło.

W innych wersjach obudowy wyraźnie zmieniają kolor w zależności od kąta padania światła. Przykładowo złota wpada w srebro, a zieleń wynurza się z czerni. Mnie najbardziej podoba się wariant zielony (zarezerwowany tylko dla wersji edge).

Ładne wzornictwo zaburzane jest jedynie przez wystający obiektyw aparatu. W zasadzie ten wystaje tak mocno, że nie jestem pewien, czy bardziej na miejscu nie byłoby stwierdzenie, że to telefon wystaje z aparatu.

Nie można również nie wspomnieć o tym, na co zwracałem uwagę już przy okazji pierwszych wrażeń.

Szkło pokrywające przód i tył może i wygląda ładnie, ale zbiera odciski palców lepiej niż technicy z W11.

Zabrudzenia nie rzucają się w oczy tylko w przypadku wersji białej, więc jeśli jesteście przewrażliwieni na tym punkcie, polecam sięgnąć po ten wariant. Ewentualnie można uzbroić się w folie z warstwą oleofobową (te zapewne wkrótce zasypią rynek), jeden z dostępnych pokrowców lub ściereczkę.

Galaxy S6 w wersji edge ma jeszcze jedną wadę – problemy z ergonomią. Ze względu na obecność zakrzywionego ekranu, ramka jest bardzo wąska, przez co edge leży w dłoni zdecydowanie gorzej od wersji flat. Ja byłbym skłonny ponieść tę cenę dla ładniejszego designu (przy założeniu, że cena nie grałaby dla mnie roli), ale przed zakupem polecam wybrać się do sklepu i wziąć do ręki oba warianty.

Cieszy mnie jednak fakt, że mimo wąskich krawędzi, znalazło się na nich miejsce na komplet przycisków (w modelu Galaxy Note Edge przycisk zasilania powędrował na górę telefonu).

Dobrze również, że Samsung zdecydował się umieścić gniazdo słuchawkowe na dole smartfona. Moim zdaniem bardziej naturalne jest chowanie telefonu do kieszeni do góry nogami, więc w takim wypadku łatwiej jest uporać się z wystającym kablem. Na dole znalazł się również głośnik i choć nie jest to najlepsze z możliwych miejsc (ideałem byłyby głośniki stereo na przednim panelu), nie zdarzało mi się przysłanianie go dłonią. Dzięki temu dźwięk nie jest również tłumiony, gdy smartfon leży np. na poduszce.

Podsumowując: choć w konstrukcji nie zabrakło kilku większych lub mniejszych wad, te przysłaniane są przez pozytywy. Galaxy S6 edge to po prostu kawał ładnego oraz dobrze zaprojektowanego i wykonanego smartfona.

Wyświetlacz

S6 edge wyposażony jest w wygięty, 5,1-calowy ekran Quad HD Super AMOLED o rozdzielczości 2560 x 1440 i wręcz niewyobrażalnym zagęszczeniu 576 pikseli na cal. Chwalenie kolejnych ekranów topowych smartfonów Samsunga staje się już nudne, ale gwoli formalności muszę to napisać: nie ma i zapewne nie będzie przynajmniej do dnia premiery Galaxy Note’a 5 smartfona, który mógłby się poszczycić lepszym ekranem. Nasycenie/odwzorowanie kolorów (w zależności od preferowanego trybu), kontrast, czerń, kąty widoczności – klasa.

Wysoka jasność zapewnia ponadto dobrą widoczność w pełnym Słońcu, a po ustawieniu minimalnego podświetlenia ekran nie razi nawet w całkowitej ciemności. No i to wygięcie… Gry, zdjęcia, filmy i wszystkie wyświetlane treści wyglądają jakby przy krawędziach telefonu przegrały walkę z grawitacją, co potrafi nacieszyć oko.

Warto jednak wspomnieć, że zabrakło tutaj implementowanej od czasów Galaxy S4 funkcji Air View, która umożliwiała bezdotykową obsługę ekranu. Na szczęście jednak Samsung nie zrezygnował z tego, co jest zdecydowanie bardziej przydatne w codziennym życiu, czyli możliwości obsługi ekranu w rękawiczkach.

Wydajność

Sercem obu wariantów Galaxy S6 jest 64-bitowy układ Exynos 7420, który wykonany został w 14 nm procesie litograficznym. Jest to autorski procesor Samsunga, do którego zbudowania Koreańczycy wykorzystali 4 wydajne rdzenie Cortex-A57 taktujące z maksymalną częstotliwością 2,1 GHz oraz 4 energooszczędne Cortexy-A53 z zegarem 1,5 GHz. Układ wspierają 3 GB szybkiej pamięci RAM LPDDR4 oraz pamięć wewnętrzna UFS 2.0, która także pozytywnie wpływa na szybkość działania urządzenia.

W tekście poświęconym wydajności pisałem:

Flagowce Samsunga nigdy nie miały czego się wstydzić jeśli chodzi o specyfikację. Niemniej z radzeniem sobie z trudami dnia codziennego nie było już tak kolorowo, bo tzw. lagi były wizytówką firmy […]

Koreańczycy wzięli sobie jednak do serca krytykę, bo nawet podczas prezentacji chwalili się, że „lagi i spowolnienia odeszły”. Tak faktycznie się stało, bo uruchamianie aplikacji – w tym tym galerii i kontaktów (samsungi od dawna miały z tym problem) – jest błyskawiczne, a wszechobecne animacje cieszą oczy płynnością. Zgubienie pojedynczej klatki zdarza się bardzo rzadko, a reakcja na wszystkie polecenia jest za każdym razem natychmiastowa. CZYTAJ WIĘCEJ

Kilka dni temu miałem okazję pobawić się „świeżym” egzemplarzem i zauważyłem, że działa on nieco żwawiej niż ten, który zdążyłem załadować aplikacjami. Widać to zwłaszcza po otwieraniu listy ostatnio uruchomionych programów, na co testowany przeze mnie telefon potrzebuje chwili zastanowienia. Nie jest to coś, co by mnie irytowało i raczej nie zwróciłbym na to uwagi bez bezpośredniego porównania, ale zastanawiam się, jak Galaxy S6 będzie działał po kilku-kilkunastu miesiącach. Chcę jednak wierzyć, że skoro w siedzibie Samsunga zapadła decyzja, że nowy flagowiec ma być sprinterem, to Koreańczycy odrobili zadanie domowe.

S6 oczywiście wciąga nosem wszystkie wymagające gry, bo w urządzeniu z tej półki cenowej nie może być inaczej. Co z problemami natury cieplnej? Przy bardziej wymagających zadaniach Galaxy S6 edge staje się ciepły, ale nie gorący. Najbardziej telefon nagrzewa się po nagraniu 2-3 filmów w rozdzielczości 4K (jednorazowo można zarejestrować tylko 5 minut), ale podczas codziennego użytkowania telefon ani razu nie przekroczył u mnie granicy termicznego komfortu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>